TOMASZ :*

Na imię ma TOMASZ. Poznaliśmy się dwa lata temu. Przez Internet… Przypadek :) Poznaliśmy się w czasie złym dla nas obojga. On miał problemy, ja również. Poznaliśmy smak odrzucenia, rozczarowania. Połączyła nas rozmowa na komunikatorze. Pierwsza rozmowa, która trwała kilka godzin. O wszystkim – naszym życiu, zainteresowaniach, pasjach, planach, marzeniach. Dziwiłam się, że tak szybko komuś zaufałam. Ale nie zastanawialam się czy to dobrze czy źle, szłam za głosem serca. Gdy obudziłam się nazajutrz, tęskniłam za nim. Dziwne, wiem… Tęsknić za osobą której sie nawet nie zna. Kolejny dzień – kolejna rozmowa. Nie było dnia abyśmy ze sobą nie pisali, nie było tygodnia abyśmy nie rozmawiali przez telefon. On za granicą , ja w Polsce. Spotkanie nie było możliwe, ale to nam nie przeszkadzało. Wiedzieliśmy, ze to przyjaźń, nawet jeśli wirtualna. Po 2 tygodniach powiedzial, że mnie kocha. Pomyślałam – szaleństwo. Starał mu się to wybić głowy. Mówiłam, że to nie możliwe, że nawet mnie nie widział, nie wie o mnie wszystkiego, że to iluzja. Ale on uparcie stał przy swoim. Minął miesiąc i pewnego wieczora zaczęliśmy flirtować ze sobą. Niewinnie, delikatnie, ale jednak… Potem flirt był już mniej niewinny. Czułam się z tym źle. Przecież ja mam męża, nie powinnam się tak zachowywać. Powiedziałam o wszystkim Tomkowi. O tym co czuję i jak bardzo mi źle. Powiedział , że nigdy więcej się to nie wydarzy, że za bardzo mu zależy, za bardzo mnie kocha i nie chce stracić. Minęły 3 miesiące. Tak często się kłóciliśmy – o wszystko, o każdą najmniejszą pierdołę. Ale cisza między nami trwała najdłużej kilka godzin. Do pewnego dnia… Napisałam mu, że chcę ograniczenia kontaktu, ze nie możemy tak ciągle pisać ze sobą, że musimy odpocząć. Przyjął to. Pisał mniej, a nawet bardzo rzadko. A ja? Ja czułam się jak na głodzie. Bolało strasznie. Przeprosiłam , pisałam, dzwoniłam. A on nic… Traktował mnie tak zimno, tak oschle. Wtedy uświadomiłam sobie , że kocham tego człowieka. Zadzwoniłam i powiedzialam – „KOCHAM CIĘ”. Ręce mi się trzęsły, serce biło, głos drżał. I jego odpowiedź – „Też Cię kocham, nawet nie wiesz jak bardzo”.

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , | 3 komentarzy

Rozmowa

Dawno tu nie byłam… Nie byłam tu z konkretnego powodu. Ale wszystko po kolei. Minęło ponad dziesięć lat. Wzięłam ślub, z mężczyzną z którym byłam 7 lat. Kochany, troskliwy, mądry. Kocham go inaczej, bo przecież każdego człowieka kocha się inaczej. Każda miłość jest inna. Od zawsze wiedział, że kocham kogoś oza nim, że w moim sercu jest ktoś jeszcze. Rozumiał i szanował to. I tak jest nadal. Polubili się, czasem ze sobą rozmawiali. Udzielił nam ślubu.  Za jakiś czas X poprosił mnie o rozmowę. Szok? Niedowierzanie? Mętlik w głowie? Tak, to wszystko było. Siedziałam, wpatrzona w ekran telefonu i zastanawiałam się czy to jawa czy sen. Minęło trochę czasu nim odpisałam. Odpowiedź moja brzmiała -” Tak, spotkajmy się, przyjadę”.  Przez cały tydzień układałam sobie w głowie różne scenariusze. Zastanawiałam się, o czym będziemy rozmawiać , jak będziemy na siebie patrzeć, itp, itd. Mijały dni, a serce biło mi coraz szybciej i mocniej. Aż nadszedł ten dzień, a emocje sięgnęły szczytu. Rozmowa trwała  ponad 2 godziny. I co ? Hmm… Nie wyznaliśmy sobie uczuć, nie wprost. Ale myślę, że było to widoczne w naszych spojrzeniach, w naszych uśmiechach, w uściku i ucałowaniu rąk. Gdy odchodziłam , zapytał mnie, czy wiem… Odpowiedziałam „Tak, wiem”.  Warto było i nie żałuję. Miłość, która zaczęła się ponad dziesięć lat temu trwa nadal. Nigdy się jej nie wyrzeknę, zawsze będzie w moim sercu. Nawet teraz gdy pojawił się w mym życiu ktoś jeszcze… Też ksiądz…

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

:(

Ta, która kiedykolwiek kochała księdza już nigdy nie będzie szczęśliwa…. Ból zostaje już na zawsze…..Można siebie oszukiwać i wszystkich wokół, ale prawda jest jedna.

Opublikowano Bez kategorii | 13 komentarzy

Chcieć zatracić się i nic nie pamiętać…

Pytacie o mojego kolegę, który poszedl do seminarium. Już piszę co i jak :) Spędził tam rok. Czasami go odwiedzałam, albo spotykalismy się na mieście gdy miał wolne popołudnie. Po roku zrezygnował. Stwierdził, że to nie ta droga jest tą jego właściwą. Cieszyłam się z tego, wiedziałam, że nic na siłę. Wyjechał do innego miasta, tam wynajął mieszkanie. Za jakiś czas powrócę do wątku tego kolegi :)
A jeśli chodzi o mnie to wciąż miałam w głowie tego, którego mieć nie powinnam. A jednak wciąż tam tkwił, po 3 latach się nic nie zmieniło. Wyjazd na studia był coraz bliższy. Oczywiście chodziłam do kościoła, patrzyliśmy na siebie coraz odważniej ;) Po jednej ze mszy zaczekałam na niego, bo miałam sprawę do załatwienia – takie tam formalności w imieniu moich rodziców, bo akurat nie mogli przyjechać. Kazał mi poczekać aż załatwi sprawy z parafianami , więc grzecznie stanęłam na końcu kolejki, hehe. Gdy wszyscy wyszli, weszłam do kancelarii. Podał mi rękę, zapytał co słychać, jak przygotowania do wyjazdu itp. itd. Jak zwykle wspaniale nam się rozmawiało. Nawet nie wiem jak szybko zleciała godzinka. Powiedziałam, że musze już iść, więc podalam mu dłoń i powiedziałam „do zobaczenia”. A on nie wypuścił jej ze swojej dłoni tylko trzymał i patrzył na mnie, prosto w oczy. Potem zaczął patrzeć na moje usta, ja na jego…Nie wiem jak to się stało ale niebezpiecznie zbliżyliśmy się twarzami do siebie. Przez cale ciało przeszedł dreszcz… Gdy byliśmy siebie już maksymalnie blisko, wycofaliśmy się jednoczesnie. Puściłam jego dłoń i powiedziałam „pójdę już”. On nie powiedział nic. Po prostu nic. Odwrócił się. Chciałam wiedzieć co się dzieje, czy on czuje to co ja. Z perspektywy czasu wiem , że to dobrze, że nie było pocalunku, że nie było nic poza zbliżeniem się. Choć pragnienia były inne. I nadal są. Gdzieś tam głęboko tkwią często uśpione. Ale wystarczy rozmowa, gest, spojrzenie aby znów się obudziły.

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , | 8 komentarzy

Kolejne spotkanie…

Po tamtym spotkaniu usilnie dążyłam do kolejnego. Moje myśli skupione były wokół niego….
Co do studiów – zrezygnowałam z teologii. Wiedziałam, że nie tędy droga, że to niczego dobrego mi nie przyniesie. Zadzwoniłam i złożyłam rezygnację – kilka dni później już ostateczną, oficjalną. Wybrałam inny kierunek. Nie zdradzę jednak jaki, ale napiszę tylko że humanistyczny :) Postanowiłam też studiować dziennie w innym mieście, oddalonym od mojej miejscowości jakieś 150 km. Wiązało się to z przeprowadzką. Rodzice przyjęli to ze spokojem, zawsze mogłam liczyć na ich pomoc i wsparcie. Gdy powiedziałam to mojemu X przez telefon zamilkł. Rozmawialiśmy przez godzinę. Pytał czy na pewno chce wyjechać, czy na pewno ten kierunek, itp. Nowe miasto mi się podobało. Wielu studentów, fajna studencka atmosfera. Czemu postanowiłam wyjechać ? Liczyłam na to, że zapomnę, że odseparuje się od niego, że to wyjdzie mi na dobre. Miałam nadzieję, że może poznam kogoś, może zaznam miłości. W moim życiu oprócz miłości do X nie było żadnej innej. Były jedynie chwilowe zauroczenia – w tym jedno w ministrancie ;)
Za to we mnie kochało się kilku chłopaków. Jeden z nich wyznał mi miłość tuż przed studiami. Traktowałam go jak przyjaciela, nic więcej. Gdy odrzuciłam jego uczucie napisał mi sms, że wybiera seminarium. Zwaliło mnie to z nóg. Dosłownie….Zawsze był religijnym chłopakiem, co mi się podobało w nim. Po tym smsie dziwnie się czułam. Postanowiłam się spotkać z nim dopóki trwały wakacje. Spotkanie było jak zwykle miłe. Kilka dni później towarzyszyłam mu gdy składał papiery do seminarium.Jak ja się wtedy czułam….
Obiecałam mu, że będę go czasem odwiedzać i nie zerwiemy kontaktu. Ale ja wiedziałam, że on wciaż mnie kocha. Myśl,że może mnie kiedyś w przyszłości kochać będąc już kapłanem zabijała mnie od środka. Nie chciałam tego. To było dla mnie zbyt wiele.

Opublikowano Bez kategorii | 7 komentarzy

Czas płynie….

Zastanawiałam się czy napisać coś czy nie napisać. Ciężko wracać do wspomnień sprzed siedmiu lat…
Zdałam maturę, skończyłam Liceum. Zastanawiałam się co dalej. Czekało mnie składanie podań na studia, wybór kierunku. Długo o tym myślałam. I wybrałam – teologię. To był podświadomy wybór. To wszystko działo się jakby obok mnie. Chciałam być bliżej niego, chciałam coś pokazać gdy ciężko było wypowiedzieć swoje uczucia. Powiedziałam mu o swoim wyborze. Nie krytykował, nie odradzał, ani nie aprobował. Milczał. Spotkaliśmy się po raz kolejny kilka dni później. Spotkanie trwało cztery godziny. Rozmawialiśmy chyba o wszystkim , tak ciężko było się rozstać. Ładnie się ubrał – jasna koszula, eleganckie spodnie. Zobaczyłam jakim jest przystojnym mężczyzną, mimo swojego wieku. To był w końcu facet przed 50-tką. I te jego perfumy – zniewalające. Odprowadził mnie na zewnątrz. Oparł się o mój samochód i tak ładnie patrzył….prosto w oczy…Podałam mu rękę i odjechałam. Miesiąc później miałam egzamin wstępny. Zdałam – z wyróżnieniem. Napisałam mu o tym w smsie. Był uradowany, napisał że jest bardzo zadowolony i jeśli ja jestem szczęśliwa to on także….

Opublikowano Bez kategorii | 3 komentarzy

Rok 2005

Minęły blisko 2 lata odkąd go poznałam. Nie nazywałam tego co czuję miłością. Nazywałam to zauroczeniem, które długo trwało. Tak naprawdę, nawet nie znałam go. Rozmawiałam z nim kilka razy, patrzyłam na niego co tydzień, ściskałam jego dłoń przy powitaniu. I tyle…. Większość blogowiczek pisze , że rozważało wstąpienie do zakonu. Nie będę oryginalna – również o tym myślałam. I to dość intensywnie. Rozmawiałam z nim na ten temat. Odradził mi. Powiedział, że jestem młoda, że znajdę mężczyznę swego życia. Powiedział wprost – nie rób tego. Ale niebawem miałam skończyć Liceum i wybrać dalszą drogę. Biłam się z myślami. Nie wiedziałam co mam robić, jakie podjąć kroki. Czy ja wiedziałam czego chcę? Wiedziałam, że chcę być blisko niego. Chciałam tego co było niemożliwe. Przyszedł kolejny rok, rok podejmowania decyzji…..

Opublikowano Bez kategorii | 4 komentarzy

Dla wszystkich zakochanych w X :)

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Pierwsza rozmowa

Minęła jesień….żyłam własnym zyciem, a więc szkołą, znajomymi. Do kościoła chodziłam tylko w niedziele i święta – czyli tak jak zwykle. Nie szukałam z nim kontaktu, nie chciałam. Miałam 16 lat, ale wiedziałam, że to nie miałoby sensu. Zblizało się Boże Narodzenie – moje ulubione święto, najpiękniejsze dni. Gdzieś w tłumie znalazł mnie swoimi pięknymi oczami. Nie wiem ja to się działo, że patrzeliśmy na siebie w tych samych momentach. Ogłosił, że rozpoczyna wizytę duszpasterską. Nie chciałam i chciałam jednocześnie być wtedy w domu. W głowie miałam jeden wielki galimatias. Postanowiłam być na tym spotkaniu. Tym bardziej, ze rodzice mnie poprosili o to, bo musieli jechać do pracy. Byłam sama z babcią. Przyjechał, spojrzał na mnie , podał mi ręke a ten uścisk trwał jeszcze jakiś czas. Nie spieszyło mu się, rozmawiał ze mną, pytał o szkołę , o moje plany, zainteresowania. To była bardzo miła rozmowa. Gdy wyszedł zrobiło mi się bardzo smutno….Zawsze robiło mi się smutno gdy traciłam go z oczu….Pomyślałam wtedy, że życie jest niesprawiedliwe. Że Bóg postawił mi go na drodze. Postanowiłam , że nie będę podejmować żadnych kroków w celu bliższego poznania go. On bowiem wybrał już swoją drogę, nie ma w jego życiu miejsca dla mojej osoby. A więc dalej były tylko i wyłącznie spojrzenia. Mijały kolejne dni, tygodnie i miesiące…..

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , | Skomentuj

…..

Mijały dni, tygodnie…Widziałam go podczas niedzielnych mszy. Nie potrafiłam przestać myśleć o nim, miałam wciąż przed oczami jego twarz.

Niedzielna msza….Poszłam przyjąć komunię świętą. Potem stanęłam gdzieś niedaleko ołtarza. Gdy spojrzałam na niego zobaczyłam utkwiony we mnie jego wzrok. Trwało to może 10 sekund, może dłużej. Było dziwnie. Od tego dnia patrzył ciągle. Pozostawał mi jego wzrok na sobie, te piękne ciemne oczy. Wiedzialam jednak, że tak ma pozostać, że nie będę szukać kontaktu. To przecież ksiądz….

Opublikowano Bez kategorii | 5 komentarzy